Amerykańscy detektywi serialowi
Porucznik Colombo
Postać z popularnego amerykańskiego serialu odtwarzana przez niezapomnianego Petera Falka. Colombo pracuje w wydziale zabójstw (a gdzieżby indziej miał pracować?) i zajmuje się rozwiazywaniem zagadkowych morderstw (a czym innym miałby się zajmować, skoro pracuje w wydziale zabójstw?). Colombo na zabójstwach zęby zjadł - tyle powinno wystarczyć jako jego charakterystyka. Pomimo tego, że mieszkał w słonecznym Los Angeles, aniołem nie był i nosił zawsze długi prochowy płaszcz (bez kraty - nie mylić z Sherlockiem Holmesem).
Porucznik Kojak
Theo Kojak, którego rola odtwarzana była przez nieziemsko łysego Telly Savalasa, zapisał się na stałe w pamięci dzisiejszych polskich trzydziesto-wzwyż-latków (albo latek, wszak to facet... hmm, jednak latków?!). Pracował naturalnie w wydziale zabójstw (a gdzieżby miał) i zajmował sie rozwiazywaniem morderczych spraw (a czym innym miałby). Ponieważ nie mieszkał w mieście aniołów, tylko w Nowym Jorku, nie nosił płaszcza (a może nosił? - dawno chłopaka nie widziałem). Był rzecz jasna porucznikiem (czy każdy detektyw w amerykańskich serialach musi nim być?) lecz, choć był nieco mniej bystry niż Colombo, w końcu awansował na inspektora. Pomijam fakt, że w normalnej nomenklaturze stopni z porucznika powinno się awansować na kapitana, ale co ja tam wiem. Charakterystycznym atrybutem Kojaka było nazwisko przypominające kliszę fotograficzną (sam zresztą wyglądał nieco jak negatyw) oraz przysłowiowy lizak wystający z buzi. Ze względu na ów lizak, stał się niebagatelną inspiracją na XXI-wiecznych polskich galerianek.
Inspektor Gadżet
Skoro mowa o inspektorach, to wspomnę jeszcze o postaci Inspectora Gadgeta. Choć był głupszy niż Colombo, zresztą co tam Colombo, był również głupszy niż Kojak, zresztą co tam Kojak, był nawet głupszy niż ja, inspektor Gadżet nie był porucznikiem lecz nomen omen inspektorem. Jego cechą charakterystyczną było posiadanie multum przedmiotów które nie istnieją. Nosił płaszcz i był animowany. Jeżeli mogę sobie pozwolić na metaforę, to sobie pozwolę. Uwaga, będzie motafora: tak jak miś Colargol (Coralgol?... Coralgor? ki czort!) to największy cienias wśród misiów, tak inspektor Gadżet to największy głupek wśród detektywów. Koniec metafory. Najgorsze jest tu jednak to, że nie był do końca produktem amerykańskim (tylko jakaś koprodukcja z żabojadami i Kanadą (blame Canada!)), przez co rozwalił się cały koncept mojego tekstu.
